środa, 3 września 2014

Od Scarlett - cdn. Wicky.

Pamiętam jak mój dziadek powtarzał mi w dzieciństwie:  „Priorytetem dla głodnego lwa jest jak najszybsze zdobycie i spożycie posiłku. W takiej sytuacji nic nie jest dla nas istotniejsze..” Z całym szacunkiem dziadku, ale to stwierdzenie chyba nie obejmuje naszego pokolenia. Kiedy tylko usłyszałyśmy od Ceothis o jaskiniach, natychmiast zostawiłyśmy jedzenie i pobiegłyśmy w stronę, gdzie według niej znajdowały się inne jaskinie.
Stanęłyśmy jak wryte, na samym koniuszku skalnej półki. Naszym oczom ukazała się ogromna, pionowa skała. Jej niemalże całkowicie płaski grzbiet pokrywała gruba śnieżna pierzyna. Promienie zachodzącego słońca odbijały się od kryształków lodu, tworząc cudowny teatr świateł. Kiedy przyjrzałyśmy się dokładnie skale, dostrzegłyśmy niewielkie otwory – jaskinie, o których mówiła Ceothis.
- No, no..  – skomentowała Tiga przerywając panującą ciszę.
- Spójrzcie tylko w dół..  – dodała In.
Pod nami rozciągał się równie zapierający dech w piersiach krajobraz.  Dolinę porastała gęsta dżungla poprzecinana pasmami krętej rzeki.  Jednak nie to przykuwało naszą uwagę. Z prawej strony, skała uszczerbiła się, tworząc rumowisko, gdzie swoje źródło miał potężny wodospad. U jego stóp  kłębiła się gęsta, nieprzenikniona mgła.
- Nie stójmy tak – zniecierpliwiła się Wicky.
Ruszyłyśmy wąską ścieżką w kierunku wodospadu naglone przez naszą ciekawość. Droga okazała się dłuższa i bardziej wymagająca niż myślałyśmy. Chwilami ścieżka zwężała się do tego stopnia, że nawet idąc gęsiego, ciężko było się pomieścić. Wędrówki nie ułatwiały także zwisające liany i wszechobecne, brzęczące koło ucha muchy.  Po kilku minutach, wreszcie dotarłyśmy do wodospadu.
- Widzicie to ?! – spytała Rachel przekrzykując ryk spadających kaskad wody. – Tam ! Za wodospadem!
Rzeczywiście, kiedy przyjrzałyśmy się dokładniej zobaczyłyśmy wejście do kolejnej jaskini. Jednak sądząc po ogromnej pajęczynie blokującej wejście, już dawno nikt tu nie zaglądał.
- Wygląda interesująco – skomentowała Incantaso i nie czekając na opinie innych, zaczęła niszczyć przeszkodę.
- Nie wiem czy to dobry pomysł.. – odparła Ceonthis. – To co utkało tą pajęczyne, musiało być naprawdę duże..
- Dajcie spokój. Chyba się nie boicie – zaszczebiotała wesoło Tiga.
- Wicky, co o tym sądzisz ? – spytałam.
- Chyba nie mamy nic do stracenia, czyż nie..? – podsumowała Wicky. Na te słowa wszystkie zabrałyśmy się do oczyszczania wejścia.
W jaskini było całkowicie ciemno. Ciszę zakłócały tylko odgłosy naszych kroków i.. burczenie mojego brzucha. Nie licząc nas, jaskinia wyglądała na całkiem pustą.
- Czy naprawdę pokonałyśmy taki kawał drogi, żeby zobaczyć pustą jaskinie ?! – niecierpliwiła się Catie.
- Jaskinia wygląda na głęboką – zauważyłam.  – Może jeszcze nic straconego..
- Taaak, zawsze możemy natknąć się na ogromnego pająka, przed którym przestrzegała nas Ceothis. To dopiero będzie przygoda.. – odparła zgryźliwie Rachel.
- Wyjątkowo zgadzam się z młodą – powiedziała In.
- Równie dobrze możemy napotkać kogoś, kto pomoże nam wrócić na naszą sawannę – zaprotestowała Tiga.
- Dosyć tego dziewczyny ! Kłótnie do niczego nie prowadzą – zakończyła dyskusję Wicky.  – Myślę że obie strony mają trochę racji. Podróż w nieznane, rzeczywiście niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwo. Ale Tiga słusznie zauważyła, że może to przynieść pewne korzyści. Pytanie tylko, czy chcemy podjąć ryzyko ?
Nie wiem czy to kwestia odwagi, lekkomyślności czy zwyczajnej dziecięcej ciekawości, ale ryzyko podjęłyśmy.  Jaskinia okazała się większa niż przypuszczałyśmy. Niekiedy napotykałyśmy na plątaninę korytarzy z licznymi odnogami. Czasem przejścia były tak ciasne, że musiałyśmy pokonywać je czołgając się po ziemi. Z każdym metrem zagłębiałyśmy się w ciemność. Po 20 minutach nieustannego marszu, zauważyłam że podłoże stawało się coraz cieplejsze, a gdzieniegdzie ściany jaskini przecinały wąskie stróżki lawy.
- Ugh, ale skwarek.. – odezwała się Ceothis przerywając ciszę.
- Myślę że powinnyśmy się rozdzielić – wypaliłam.
- Co takiego ?! – niemal krzyknęły lwice.
- Uważam, że nie ma sensu narażać całej grupy na niepotrzebny wysiłek i potencjalne niebezpieczeństwo. Myślę, że powinnyśmy wyznaczyć kogoś, kto poszedł by przodem i zbadał jaskinię, a w razie czego, szybko dał znać. – wyjaśniłam.
- Nie można wysłać nikogo w pojedynkę. To zbyt niebezpieczne – zaprotestowała natychmiast Wicky.
- Nikt nie musi iść sam.. – podsunęła Incantaso.
- Co masz na myśli ? – dociekała Wicky.
- Scarlett zaproponowała, więc rozumiem, że sama myśli o sobie jako o zwiadowcy, mam racje ? – dopytywała In.
Skinęłam twierdząco głową.
- Może nie zdarza się to często, ale tym razem jestem tego samego zdania co ona i uważam to za dobry pomysł, żeby się rozdzielić. Unikniemy wtedy niepotrzebnego zachodu.. Ale doskonale zdaje sobie sprawę, że samotna wędrówka była by głupotą. Dlatego pójdę razem z nią. Razem na pewno sobie poradzimy.
- No nie wiem.. – zaczęła Wicky.

Im głębiej się zapuszczałyśmy, temperatura nieustannie rosła. Minęło ledwie pół dnia, odkąd odłączyłyśmy się od stada. Mimo to, razem z In udało nam się pokonać już spory dystans. Kto by pomyślał że taki zgrany z nas zespół. Rozprawiałyśmy właśnie na temat pożywienia kiedy nagle In, która szła ledwie dwa korki przede mną krzyknęła przeraźliwie i natychmiast zniknęła mi z oczu. Dosłownie sekundę po tym spadła na mnie ogromna, kolczasta sieć..

niedziela, 24 sierpnia 2014

Od Wicky - cd. Ceothis.

-Posłuchajcie! - wrzasnęłam, przekrzykując grzmot i protesty lwic. - Nie miałam innego wyjścia! Spotkałam Catie całkiem przypadkowo, a wiecie jak niebezpiecznie jest w nocy, szczególnie TUTAJ. - powiedziałam prędko, kładąc nacisk na ostatnie słowo.
-Ale mogłaś nas uprzedzić, czy coś! - Tiga krzyknęła piskliwie, ale jej słowa i tak zginęły w potężnym grzmocie.
-Dziewczyny, teraz nie czas na kłótnie. Sama mówiłaś, Wicky, że stado musi być pogodzone, tak? - mruknęła spokojnie Ceo.
-Ależ kiedy ja.. się wcale nie kłócę. Tylko odpowiadam.
Samanta ziewając przewaliła oczami. Wiedziałam, że to co powiedziałam, nie brzmiało ani przekonująco, ani szczególnie inteligentnie. Powinnam teraz powiedzieć coś zupełnie innego jako założycielka stada. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam.
-Jesteśmy gdzieś, na krańcu świata. Z daleka od naszej bezpiecznej sawanny, i otoczenia, które pokochałam. Nie wiem jakie jest wasze zdanie, ale według mnie powinnyśmy wrócić tam, gdzie byłyśmy wcześniej, albo poszukać równie bezpiecznego miejsca tutaj.
-Masz rację. Odłóżmy na bok głupoty i drobnostki. - mruknęła Ceo przekonując chyba bardziej samą siebie niż resztę stada.
-Tak. Najpierw pobiegniemy z In zapolować. Wy poszukajcie schronienia przed burzą, a Ceothis niech poszuka pożywienia dla siebie. - powiedziała Tiga, jak zwykle władczym tonem.
-Zgadzam się. - uśmiechnęłam się promiennie. -Ale.. zaraz! Zapoznajcie się lepiej z Catie. Całkiem nieźle poluje, więc może pójdzie z wami?
-Niech będzie. - westchnęła In i ruszyła za Tigą.
A więc stało się tak, jak mówiła Tiga. My z Samantą, Scarlett, i Rachel pobiegłyśmy na północ szukając schronienia. Miałyśmy całkowicie zmoczone futro. Ulewa nie ustawała, a grzmoty stawały się coraz silniejsze. Ceothis pobiegła na łąkę. Teraz były to bardziej mokradła. Tiga, In i Catie pobiegły z kolei na północ, by zapolować. Po 2 godzinach biegu (Scarlett leciała) zmęczone padłyśmy na trawę. Gdy myślałyśmy już, że to się nie uda, nie znajdziemy żadnego schronienia, Scarlett wzniosła się do chmur i po chwili krzyknęła radośnie:
"Mam, mam! Widzę jaskinie! A nawet dwie!
-Naprawdę? - spytałyśmy jednocześnie wstając.
-Tak. Idźcie za mną!
Posłusznie ruszyłyśmy za Scarlett. Faktycznie dotarłyśmy do 2 jaskiń. Obie były duże i wygodne. Scarlett ponownie się wzniosła i dała znak z góry pozostałym, w którą stronę mają iść. Po chwili dotarły do nas zasapane, wszystkie cztery. Każda z nich niosła coś do jedzenia. Ceothis jednak powiedziała, że nie może patrzeć na zwierzęce mięso i poszła za jaskinię zjeść swoją zieleninę.
-Hej! Tutaj jest kilkanaście jaskiń! - wrzasnęła po chwili podekscytowanym tonem.

Kto teraz?

Od Ceothis

Czekałyśmy na Wicky chyba z godzinę.
 - Gdzie ona łazi tyle czasu?
 - Może pójdę jej poszukać? - zaproponowała Tiga.
 - Ale nie sama! Pójdę z tobą - oznajmiła natychmiast In i wstała, by pokazać, że jest w pełnej gotowości.
 - Nie ma mowy! A jak wróci? Eeeh! Nie powinnyśmy w ogóle jej pozwalać wychodzić! - mruknęła Tiga.
 - Teraz my sobie będziemy tu głodować, fantastycznie. No, oprócz ciebie, bo chyba poradzisz sobie bez mięsa? - zwróciła się do mnie Incantaso.
 - No... tak. Pewnie. Rośliny mi całkowicie wystarczają. Ymm... Zaraz, co właściwie było w głębi jaskini?
 - Ciemność, wielka ciemność. Dużo dziwnych korytarzy bez końca. W jednym z nich było drugie wyjście, to stamtąd dobiegały te hałasy, które usłyszała Samanta. Nic szczególnego - usłyszałam od Rachel.
 - Nie było tam żadnej wody?
 - No... szczerze mówiąc nie wiem, ale i tak nic byśmy nie zobaczyły.
 - To co robimy? - spytała znudzonym głosem Samanta. - Może część pójdzie poszukać Wicky, a część zostanie?
 - A jeszcze inna część pobiegnie po coś do jedzenia - dodała In.
 - I picia - wtrąciła się Rachel.
 - Bez przesady. Przecież ona wróci za chwilę. Prawda? - zapytałam cicho. - Nie może sobie tak o zniknąć...
 - Chyba że coś jej się stało! - powiedziała ożywionym głosem Tiga.
 - Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. Dobraaaaanoc - ziewnęła Samanta i położyła się. Rzeczywiście, było już bardzo późno. Z oddali usłyszałam pohukiwania sów i trzeszczenie cykad. Usypiające dźwięki...
 - Ja będę stać tutaj na straży, bo przecież...
 - Dobrze, dobrze. Ona na pewno wróci... - przerwała Tidze Samanta.
Zasnęłam, tak jak wszyscy. No, prawie wszyscy - Tiga siedziała cały czas przy wejściu i obserwowała teren. Nie wiem ile tak czekała, ale rano, kiedy się obudziłam, zobaczyłam że śpi kamiennym snem.

 - Hej, to ona! - krzyknęłam, bo zobaczyłam jakąś sylwetkę na horyzoncie.  - Chyba...
A może to fałszywy alarm? Dostrzegłam zarys dwóch lwów idących w naszą stronę. Kto to ta druga? Albo... ten drugi?
Wszystkie lwice podniosły głowy i zauważyłam, że też dziwnie przyglądają się temu zjawisku.
 - Na pewno ona? - spytała Samanta.
 - Tak, ale kto to ta obok niej? - zastanawiała się In.
Po jakimś czasie Wicky podbiegła do nas uśmiechnięta.
 - Witajcie, to jest Catie...
 - Ach, więc świetnie się bawiłaś! Genialnie! I zostawiłaś nas same, głodne, spragnione! Martwiłyśmy się! - Tiga zaczęła się wściekać.
 - Ale...
 - Co? Czekałyśmy na ciebie jak głupie! Chciałyśmy urządzić wyprawę, bo myślałyśmy że coś ci się stało! Ale ty miałaś w tym czasie super zabawę!
Wicky nachmurzyła się.
 - To nie tak!
Lwica obok niej stała zdezorientowana i spoglądała to na Tigę, to na swoją towarzyszkę. "O co tu chodzi?" - wyczytałam z jej zdziwionej miny.
Rozpętały się burze. Jedna duża - na niebie i druga mniejsza - między moimi przyjaciółkami.
 - Mam nadzieję że szybko ustanie... - mruknęłam do siebie słysząc pierwszy grzmot.

piątek, 22 sierpnia 2014

Reaktywujemy! - Od Catie.

A więc reaktywujemy! Oto post Catie.

Upolowałam te dwa jelenie i przyniosłam. Popatrzyłam na zachodzące słońce.
- Myślę,  że  czas zbierać. Noc znaczy polujący ludzie, a polujący ludzie znaczy śmierć.
- No tak - odpowiedziała sennie Wicky.
- To wracasz do siebie... - powiedziałam trochę smutna, bo już zdążyłam się z nią zaprzyjaźnić.
-  Wiesz do mojej jaskini trochę daleko...
- ...więc chodź do mnie.
Lwica się lekko uśmiechnęła i poszła za mną. Patrzyłam gwiazdy i pełnię księżyca. Widziałam las oddalający się co raz bardziej. Pod łapami czułam już nie trawę, ale twardą popękaną ziemię od słońca, gdzieniegdzie rosła wysoka złota trawa.
W końcu dotarłyśmy.Wskazałam jej przytulny kącik w jaskini. Położyła się tam.
- Dziękuje - szepnęła Wicky- i dobranoc..
- Dobranoc - powiedziałam i położyłam się spać. 
Obudziłam się dość wcześnie, ale Wicky już nie spała. 
- Odprowadzić Cię?
- Z miłą chęcią. 
- To chodźmy. 
- Idziemy.
- Może opowiesz mi coś o sobie?
- To całkiem długa historia.
- Opowiesz mi ją po drodze? 
- Tak, a więc..
 
Kto odpowie?? 
 
 

sobota, 1 lutego 2014

Witamy w klubie nową lwicę !

Wygląd lwa: Tymczasowy brak 
*Lwie imię: Fairelys (czyt. Fajerelys) 
 *Imię/pseudonim użytkownika/właściciela: Apollonia
 *Wiek: 2 lata
 *Moce: Patrząc w oczy umie stwierdzić czy dana istota kłamie czy też mówi prawdę. 
*Żywioł: Ogień.
 *Specjalizacje: Umie rozwiązać każdą zagadkę oraz intrygę.
 *Partner: Zakochana... 
*Płeć: Lwica.
 *Historia: Urodzona w południowej Afryce, wśród buszu. Zagubiona przez rodzinę, podczas polowań kłusowników. Cudem uniknęła śmierci.
 *Cechy charakteru/ogólne: Jest bardzo wrażliwą i nieśmiałą wilczycą, odnieść można wrażenie, iż jest łagodna, aczkolwiek kiedy się ją dobrze pozna może okazać się zupełnie inaczej; często jest zadziorna i bezczelna. Łatwo ją urazić, dlatego często się obraża. Jest waleczna i mściwa. Bez wahania zabiłaby kogoś, kto ją dręczy, ale ma zbyt miękkie serce.
 *Przyjaciele: Tymczasowy brak 
*Wrogowie: Brak
 *Rodzina: Brak 
*Stanowisko w stadzie: Tropiąca 
*Co lubi: Samotność, ryzyko, niepewność, adrenalinę, wyzwania, rywalizację, intrygę 
*Czego nie lubi: Tęsknoty, gdy ktoś z nią zadziera, zazdrości 

 *Towarzysz: Polatucha (wiewiórka) 
*Wygląd: Szara wiewiórka o spłaszczonym ciele przystosowanym do lotu, ma duże, niebieskie oczy oraz puszysty ogon
 *Imię: Pollyanna 
 *Rodzaj: Poniekąd na początku ma to być towarzysz zwykły, więc...
 *Gatunek: Polatucha
 *Płeć: Samica
 *Wiek: 6 msc.

wtorek, 5 listopada 2013

Od Wicky - cd. Scarlett; do Catie.

-Może macie rację. - szepnęłam z powątpiewaniem  i wyszłam z jaskini.
-Co ty robisz?! - syknęły wszystkie lwice naraz.
-No co? - odwróciłam się ze złością.
-Czyha na ciebie niebezpieczeństwo.. - zaczęła groźnie Tiga.
-Skoro chce narażać swe życie, niech idzie. - mruknęła In.
-Dziękuje. - odrzekłam i weszłam w głąb lasu. Chciałam przez chwilę pobyć sama i poobserwować ludzi. Umiałam chodzić bezszelestnie, więc nie powinni mnie znaleźć. Odeszłam w stronę, gdzie wcześniej byli ludzie. Teraz zobaczyłam tam tylko stertę śmieci, jakieś małe dziecko i zepsutą strzelbę. Minęłam obojętnie to miejsce i ruszyłam na łowy. Wskoczyłam na jakąś zagubioną gazelę i zjadłam ją. Ponieważ byłam na dosyć dobrym terenie zapolowałam jeszcze na jelenia i..
Wstałam pocierając guza. Na kogo ja wpadłam? Rozejrzałam się dookoła mrugając szybko. Na przeciwko mnie leżała jakaś lwica. Jak ja była zaszokowana.
-Uważaj jak chodzisz! - wrzasnęłam.
-Przepraszam.. - wymruczała cicho lwica. -Jestem Catie.
-Hę? - zmrużyłam oczy. - Ach.. Wicky.
-Zapomnimy o tym konflikcie..? - zapytała słabo.
-Uhm. Jeśli złowisz mi dwa jelenie, będziemy kwita. - uśmiechnęłam się blado.
-Ok. - ucieszyła się lwica i podążyła w stronę lasu. Ja rzuciłam się z powrotem na trawę i czekałam na Catie. 

(Catie? :> )